Podobno wszystko ma swoj wlasciwy czas... 06 grudzień 2010
Szukalam mozliwosci, zlotej klamki gdzies w murze.
Znalazalam!
I mam zamiar ja wykorzystac, choc moze szlifu jeszcze brakuje i klamka nieco za wysoko, to ja ja zdobede, bo widze bardzo, jak odbija sie od slonca. Taa... zielonego konkretnie i prostokatnego, ale slonca, do ktorego wystawiam twarz z usmiechem.

Wszyscy sie dziwia, ze mi zimy tu nie brakuje... no bo jak to, sniegu nie widziec?
A ja sie bardzo ciesze, bo snieg juz dawno stracil dla mnie swoj romantyzm... Wiadomo, dziecko, sanki, kulig i balwany z nosem z marchewki i z oczami z podobieranego tacie z piwnicy wegla - to byla frajda a snieg byl atrakcja dnia!
Tyle tylko, ze dziecinstwo sie skonczylo juz jakis czas temu. Teraz snieg kojarzy mi sie z zimnem, brudem, lodem, na ktorym mozna sie wywrocic, przemoknietymi butami i beznadziejnym komfortem poruszania sie...
No wiec nie tesknie. Mam dzisiaj te swoje 18 stopni i deszcz, ktory wole znacznie bardziej niz snieg. Tez mokry, tez brudny, a przynajmniej nie sliski.
A snieg? Moge wyjsc przed dom i nie tak daleko zaobacze przed soba osniezone gory, widok jak z pocztowki. Tak, nie moge narzekac:)

Zawsze lubilam deszcz. Kojarzyl mi sie z pieknymi piosenkami o milosci i z jakas nuta wolnosci, czystoscia dziwna.
I nawet dzisiaj, jezeli moge, to wole wyjsc bez parasola i czuc, jak krople deszczu splywaja mi po twarzy.
Coz, zazwyczaj nie moge, ale nawet wtedy mi sie podoba dzwiek wody uderzajacej o powierzchnie parasola.
Deszcz ma w sobie magie, prawda? Niczym ogien!

Popijajac sok ze swiezo wycisnietych pomaranczy patrze na deszcz splywajacy po szybie szerokich drzwi do ogrodu i zastanawiam sie nad soba.
Nie sa to przyjemne przemyslenia. Chyba sama z siebie nie jestem dzis dumna.
A jezeli nie ja... to nikt.
Kiedy bylam mala, mialam glupie zyczenie - chcialam uslyszec od rodzicow, ze sa ze mnie dumni. Z moich ocen, zwyciestw we wszelakich konkursach i czerwonego paska co rok.
Potem wierzylam, ze uslysze to od ludzi, ktorych prawie odwazylam sie nazwac przyjaciolmi.
Kilkoro ich bylo przez lata.
A teraz?
Teraz wiem, ze tylko ja mi zostalam.
A jednak mam nadzieje, taka malutka, ze kiedys bedzie ktos, od kogo bede chciala uslyszec, ze jest ze mnie dumny.
Podobno wszystko ma swoj wlasciwy czas.
Widocznie ja jestem jeszcze wciaz w bloku startowym, skoro ciesza sie, ze dni uciekaja do przodu jak szalone i wcale nie chce, by czas sie zatrzymal.
Kiedys, chce wierzyc, przyjdzie chwila w ktorej czas przestanie mi przeciekac miedzy palcami i bede marzyc, zeby chwila trwala.
A na razie?
Na razie probuje uciec od obojetnosci, choc na kilka minut i znalezc w sobie mysli, do ktorych moge sie usmiechnac... Biale i czarne...


Tell me why... 07 listopad 2010
Czasami pragnienie jest silniejsze niz radosc spelnienia...

I tego sie wlasnie boje.
Zupelnie powaznie zastanawiam sie, co zrobic z tym swiatem... tym, tu.
Zmienilam sie. Stalam sie bardziej dorosla niz mniej, przewartosciowuje swoje zycie... spalam moniumenty i na pchlim targu wyszukuje stare-nowe priorytety, ktore w rzeczywistosci strasznie mnie przerazaja...
Wyemigrowalam tysiace kilometrow, choc jeszcze nie do celu a w zupelnie inna strone, dopiero za rok... tak, za rok.
I nie wiem czy wciaz tu pasuje, czy ten swiat to wciaz jeszcze ja.
Perspektywa zmienia czlowieka, nagle okazuje sie, ze milcznie nie musi oznaczac pokory, ze mozna wybuchnac i wcale nie plonac, tak jakby na niby...

Dawno do was nie zagladalam, nie mam juz wcale pojecia, co sie dzieje w waszych swiatach i, co dziwne, bardzo mi z tego powodu przykro...
Ostatnio rozmnawialam z mama (taa... mieszkajac w jednym domu potrafilysmy przez wiele dni zamienic kilka slow, a teraz rozmawiamy godzine tygodniowo na skype.... coz, to mamy inicjatywa, nie wiem, jak byloby, gdyby byla taka, jak ja...).
Probuje zrozumiec, jak to mozliwe, ze wyjechalam z kraju i nie utrzymuje z nikim kontaktu, nie czuje takiej potrzeby i wcale tego nie chce...
Po co na sile rozbudowywac mosty, skoro znacznie wiekszy sens wydaje sie miec budowanie nowych, innych?
Ja nie tesknie... za niczym, za nikim i zaczyna mnie to dziwic... czy jestem wersja bez serca? I czy to znaczy, ze ze mna jest cos nie tak?
Nie wiem, ostatnio bardzo wiele... no lo se...

I tylko... i dlatego... Tell me why...



Może to jest właśnie... szczęście? 26 czerwiec 2010
Pierwszy raz jest tak, że siedzę i patrzę bezmyślnie na klawiaturę i... wiem, że chcę coś napisać i to jest coś ważnego, naprawdę, ale... zapomniałam, co to było.

I właśnie sobie uświadomiłam, że właśnie mija rocznica... druga! Rocznica mojej blogowej przygody... Właśnie dwa lata temu, 25 czerwca 2008 powstał ten mały-wielki świat umieszczony gdzieś w internetowych odmętach...
I jakoś tak mnie na podsumowanie wzięło... Nie, tym razem nie podsumowanie mojej pisaniny blogowej... To zrobiłam już rok temu.
Siebie mam ochotę trochę podsumować... a co mi tam!
Etap mojego życia w tym kraju dobiega końca (chciałoby się rzecz - wreszcie!).

Miałam 12 lat, gdy stwierdziłam, że to nie jest moje miejsce na Ziemi. I ten fakt się nie przedawnił, wręcz przeciwnie - jestem tego pewna z każdym dniem coraz bardziej a za kilka miesięcy słowa przemienię w czyn, gdy samolot odbije się od płyty lotniska.
I tęsknić nie będę.
No właśnie... i tu mam pewien problem.
Bo generalnie jest tak, że każdy ma jakichś ludzi/rzeczy/miejsca, za którymi tęskni.
A ja nie.
Za nikim i za niczym nigdy nie tęskniłam... ja w ogóle nie rozumiem tego uczucia.
Nie wiem czy to dobrze, czy też nie.
Czy jestem przez to uboższa w pewien sposób czy właśnie bogatsza?
Moja mama uważa, że to tylko taka maska - nigdy nie umiałam rozmawiać o swoich uczuciach i dalej nie umiem, dlatego też nie potrafię się przyznać, że będę za rodziną tęsknić.
Cóż, choćbym nawet chciała, nie potrafię rozwiać jej złudzeń, bo mama, jak większość ludzi, nie potrafi zrozumieć, że można tak po prostu nie tęsknić.
W mordę jeża brodatego, ja naprawdę nie tęsknię...
Słownik, to jest to.
I oto, co słownik języka polskiego ma do powiedzenia na temat tęsknoty:
"1. «uczucie żalu wywołane rozłąką z kimś, brakiem lub utratą kogoś albo czegoś bliskiego» 2. «silna chęć osiągnięcia, uzyskania czegoś»".
I chyba właśnie tu tkwi szkopuł - tęskni się za tym, co nam bliskie, drogie, z czym/kim nie chcemy się rozstawać, ale mieć stale przy sobie.
A ja nie mam nikogo ani niczego... bliskiego.
Są ludzie i rzeczy w moim życiu, które przyjemnie jest mieć przy sobie, ale jak ich nie ma... też jest dobrze!
Zastanawiam się, czy ja kochałam kiedykolwiek moich rodziców.
Szanuję ich, bo tak należy. Jestem do nich w jakiś sposób przywiązana - wolę, żeby byli, niż żeby ich nie było, ale... nie kocham ich. Tak po prostu.
Czy ja jestem jakąś złą, pozbawioną uczuć osobą?!
I dlaczego taka jestem, skoro wszyscy dookoła są inni..?
Hmm... kiedyś ich chyba kochałam. Pamiętam, że kiedyś płakałam, bo ich słowa potrafiły tak bardzo mnie zranić... dzisiaj nie robią już na mnie najmniejszego wrażenia.
Moja mama uważa, że nigdy z nią nie rozmawiam... A ja nie mam o czym, tak zwyczajnie.
Kiedyś chciałam mieć przyjaciela. Próbowałam, kilka razy... I kiedy już prawie myślałam, że znalazłam przyjaciela, osobę, której będę mogła zaufać... okazywało się, że się myliłam i nagle... zostawałam sama, zupełnie.
To była chyba moja wina, bo te osoby mają dziś przyjaciół. Ja nie.
Tyle tylko, że mi juz nie zależy. Ja już wcale nie chcę.
Ktoś mi powiedział, w zasadzie dość niedawno, że myślał o mnie i zrozumiał nagle coś bardzo dziwnego... Z natury jestem osobą dość gadatliwą, mam zawsze dużo do powiedzenia (czasami za dużo) na każdy temat i wiadomo, że w moim towarzystwie można się nie bać, że zapanuje niezręczna cisza, bo zawsze jakoś rozładuję atmosferę... a w dodatku nie urodził się jeszcze taki, co by mnie przegadał (cóż, może to akurat niekoniecznie jest zaletą).
I właśnie ta osoba powiedziała mi, że mówię dużo... ale nigdy o sobie.
Można rozmawiać z kimś przez 5 minut i sporo się o nim dowiedzieć, ale można też rozmawiać ze mną, przez bitą godzinę i... nie dowiedzieć się o mnie nic.
I tak w zasadzie to chyba nikt naprawdę mnie nie zna.
Nie zastanawiałam się nad tym nigdy wcześnie, ale... to chyba prawda.
Rzeczywiście, nigdy nie mówię nic o sobie, nie wiem dlaczego.
To chyba kwestia zaufania. Nikomu nie ufam, nie umiem po prostu i okropnie bym się czuła z myślą, że ktoś wie o mnie coś bardzo osobistego, prywatnego.
Zaufanie to ryzyko. Stajemy się bezbronni, niemal nadzy, kiedy odsłaniamy się przed kimś... Taka osoba może nas z łatwością zranić, bo wie czym, jak i gdzie.
A jak nikomu się nie ufa? Wtedy nikt nas nie może zranić.
I to jest bardzo wygodne, bezpieczne i rozsądne rozwiązanie.
I dlatego właśnie nie tęsknie.
Bo do nikogo nie zbliżam się na tyle, aby stał mi się bliski.
Mogę z łatwością wsiąść w samolot i polecieć na drugi koniec świata i nie odczuwać żadnej przykrości z tego powodu.

Może to jest właśnie... szczęście? :)

Uśmiecham się pod nosem, sama nie wiem, czemu... Tak mi się przyjemnie zrobiło, jak sobie to wszystko uporządkowałam, przeanalizowałam i zrozumiałam...
I jest dobrze.
Chyba jestem właśnie szczęśliwa!

O rety, strasznie się rozpisałam.... ktoś to w ogóle doczytał do końca? Szczerze wątpię:)

To jeszcze tylko pod obrazkiem zostawiam piękną nutkę, która za mną ostatnio chodzi...




Aeyetea
Wiele tracimy wskutek tego, że przedwcześnie uznajemy coś za stracone... a jednak czasami trzeba zamilknąć, żeby zostać wysłuchanym...
Zobacz mój profil
Blask sławy:
Tych, którzy zobaczyli...
 
29640
Tych, którzy zrozumieli...
 
1651
Tych, którzy zostali...
 
26
Echo przebrzmiałych słów
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Ściana płaczu:)
 
Methinks I see... Where? In my mind's eyes...  -  MODIANOLOG



 
  
 

 
Utuliłam do snu swoje dzieciństwo,
Cichutko nucąc kołysankę.
Zamknęłam skrzynię skarbów
I pudełko niespodzianek.
Porcelanowe lalki wytrzeszczały szklane oczy,
W równym rządku usadzone pod ścianą.
Pluszowe misie schowałam,
Niech leżą posłusznie w kartonie,
Nie warto się przecież wychylać.
Zakochani poruszają się w takt cichutkich dźwięków,
Co płyną z pozytywki.
Dwie figurki obracają sie niespiesznie,
Nie znają innych kroków,
Tylko do tej muzyki potrafią tańczyć.
Skrzypią stare drzwi strychu,
Gdy je za sobą zamykam.
Niech bajki tam pozostaną,
Tutaj trwa przecież życie!

Zobacz serwisy INTERIA.PL